...Lublin, 25-27 kwietnia
Tegoroczny pierwszy Puchar Polski. Lublin, przespokojna okolica. Nowe dla mnie miejsce, choć to już drugie zawody w tam (nawiasem mówiąc, przedziwne jest to uczucie niedoświadczenia w castingu czegoś, co inni już znają). Rok temu wygrały studia i nie przyjechałam.
Co to był za rok! Pierwszy taki, gdzie casting zboczył na drugi tor; pierwszy, kiedy pojawiła się pierwotna myśl, żeby po prostu rzucać niezbędne minimum - przecież nawet jak wyniki będą gorsze od najlepszych, to będą nadal dobre; 'przecież nauka jest najważniejsza'. Pierwszy, gdzie zaczęłam mieć naprawdę mało czasu i musiałam się nauczyć wybierać. Pierwszy, który mnie pokonał.
W Lublinie - spodziewaliśmy się pięknej, ciepłej, słonecznej pogody. Jednak ona jakby pomyliła się o jeden dzień i całe sobotnie rozgrywki przebiegły w przemokniętych butach i pod szarym niebiem. Śliskie żyłki - dodatkowe wyzwanie ;) Kto podoła, ten dopiero jest Kimś! Niektórym się udało.
Były to jednak zawody wyjątkowe. Porzucane na średnim, ale przyzwoitym poziomie. Zawody inne niż wszystkie do tej pory. Wcale nie górowałam na listach z wynikami, jak to zwykle bywało, choć byłam nadal wysoko. Zawody, które po prostu przegrałam. Z każdym, ale przede wszystkim z moją odległością spinningową. Czyli z własną siłą.
Czy było mniej fajnie, przez to, że nie byłam, jak zwykle pierwsza? Było przez chwilę smutno. Później jakby się zapomniało. Przez cały czas zawodów była radość ze spotkania z castingową rodzinką. Przy odczytaniu wyników, z radością robiłam za fotografa z przypadku. Cieszyłam się z wysokich miejsc J. i D. Sama nie musiałam świecić pucharami, mogłam spokojnie oklaskiwać wygranych:) Byłam w szoku, kiedy okazało się, że brat wygrał swoją kategorię. I byłam taka dumna z niego! Czyż można długo pamiętać o smutku?
Jestem zdania, że jednak nie przegrałam. Niesamowite jest to, że podświadomość zapamięta co innego.
| Brat, odległość muchowa |
| Zwyciężczynie w juniorkach i najpromienniejszy uśmiech |
W drugi dzień zawodów, w niedzielę, było już najcudowniej i najsłoneczniej. Wynagrodzenie dla wytrwałych za burą sobotę. Odległości poważniejszym sprzętem (przykład poniżej) + multi cel.
Niesamowite jak czasem rzuca się poza wolą. Wkracza się na tryb powtarzalności, jakby trans, i po prostu leci prosto w tarczę. W multi tak właśnie mi się stało. Po prostu ręka wie lepiej niż mózg.
Jednak to wszystko ma sens.
Wszyscy się rozjechali do siebie. Po zawodach. Smutno, ale tak właśnie musi być.
I znowu czas na pierwsze życie. W oczekiwaniu na kolejny odcinek drugiego. Kolejny puchar już niedługo.


Komentarze
Prześlij komentarz