Wygrywanie.
Zbliżają się Mistrzostwa Świata Seniorów w Wędkarstwie Rzutowym.
Niby nic wielkiego, bo przecież mamy taki kameralny sport, nie ma nagonki medialnej ani kibiców, jedynie parę wiernych wtajemniczonych trzyma kciuki.
Jednak to też sport. Może trochę mniej interesujący i zrozumiały dla obserwatora, ale tak naprawdę taki jak inne (o czym dałam się przekonać choć trochę w Spale pośród tych wszystkich „najprawdziwszych” sportów z krwi i kości). Z rywalizacją, skupieniem, umiejętnościmi, wysiłkiem fizycznym i wytrzymałością psychiczną.
I pojawia się stres związany ze startem. Ale nie stresem chciałam się podzielić:) Tylko doświadczeniem wygrywania. Jak to jest, że ja zawsze coś wygrywam, zawsze przywożę jakieś medale? Nieprzerwanie od 2008 roku. Wychodzi na to, że to musi być bardzo proste i konkurencja mała, zawsze coś wyhaczę. Czyli co, to co zdobywam, nie ma tak naprawdę żadnej wartości? Mam wrażenie, że wielu się tak przyzwyczaiło do moich medali, że często gratulują mi po prostu z przyzwyczajenia i „bo wypada”. Co myślą sobie ci, którzy czytają o moich corocznych sukcesach tylko w lokalnych gazetach lub na regionalnych stronach internetowych? Pewnie „Ech... co to za sport, ciągle ta Magda wygrywa i nic się nie zmienia. To musi być za proste. Zresztą w Busku to tylko ten „klan Kuzów” trenuje, więc i medale przywożą”.
Szczerze — niech sobie myślą. Bo przecież to ja wiem, jak jest naprawdę. To ja wywalczyłam każdy z tych medali, czasem w prostszej, najczęściej w bardzo zaciętej walce. No i przecież nie jestem jedynym zawodnikiem w polskiej drużynie, każdy może przywozić medale. No to jak jest?
Jest 7 września. I na razie nic nie ma. Zgadza się. Nie ma jeszcze żadnego zwycięstwa, żadnego finału, żadnego rzutu. I tak ma każdy uczestnik najbliższych mistrzostw w Czechach. Każdy wystartuje z pustą kartą. Każdy ma szansę na stanięcie na podium, usłyszenie własnego hymnu, pobicie własnych i światowych rekordów, a przede wszystkim swoich słabości. Każdy. I ja nie jestem tu wyjątkowa, też nie mam nic.
Zaraz, zaraz, to skoro nie jestem jakaś inna, to może mój sukces ma taką samą wagę, jak każdego innego zawodnika? Zgoda, o medale w seniorach jest trudniej, większa konkurencja i wysoki poziom, to prawda. Ale poziom najlepszych zawodniczek też jest z najwyższej półki. W każdej konkurencji znajdzie się kilka bardzo mocnych pretendentek do medali i żadna łatwo nie odda wygranej. Pewnie większą wartość ma to, że pokonało się kilkudziesięciu zawodników, ale uwierzcie mi — może też ogromnie cieszyć pokonanie zaledwie kliku superdobrych konkurentek, jeśli to jest walka na najwyższym poziomie.
Czyli jak to jest? Jak to jest ciągle wygrywać? Ano to wcale nie jest tak.
Wcale ciągle nie wygrywam. Zdobyłam już wiele medali, to prawda, ale mam też na koncie mnóstwo przegranych i muszę sobie z nimi radzić, jak każdy. A i medale dość rzadko są złote, więc pozostaje pewien zdrowy niedosyt;) W tym roku doznałam, jak ja to nazywam, załamania mojej formy (50 w skishu, i to nie był żart!), które okazało się najlepszą rzeczą, jaka mi się przytrafiła w castingu. Musiałam włożyć bardzo dużo pracy w jej odzyskanie, a i tak znów coś zaczęło iść nie tak i nie czuję się w 100% pewna.
Wygrane cieszą, tak naprawdę dają siłę do dalszej walki i sięgania jeszcze wyżej. Wyżej, właśnie. Bo choć niektórym mogłoby się tak wydawać, nie osiągnęłam jeszcze w castingu wszystkiego;)
W castingu uczę się i wygrywania, i przegrywania. Jak w najprawdziwszym sporcie. Ważni są dla mnie i ludzie, i relacje, i atmosfera, i nowe miejsca, ale kiedy rzucam, liczy się tylko to, nic więcej. Kiedy oddaję rzut, myślę tylko o nim, o niczym innym. Ani o różnych castingowych problemach, ani o wyniku, ani o rywalkach (przynajmniej się staram), ani tym bardziej o medalach. Choć niektórzy zdają się tego nie rozumieć i kibicują mi, przypominając, że medale najważniejsze. Nie:) A przynajmniej nie teraz, nie przed, nie w trakcie. Dopiero po wszystkim staną się ważne, jak już będą;) Tylko ważne;)
Tak więc każdy ma szansę na wygraną. A wywalczą ją oczywiście tylko (hm... całe 30 medali do zdobycia w kobietach, 39 w mężczyznach, nie takie tylko;)) ci, którzy są najlepiej przygotowani, którzy najlepiej poradzą sobie ze stresem, którzy będą mieć więcej szczęścia i opatrzności Bożej (a jak!:)). Zobaczymy, jak wszystko potoczy się w tym roku. Wierzę, że każdy z zawodników ma umiejętności, inaczej nie znalazłby się na takiej rangi zawodach. Wiem, że na docelach walka odbędzie się głównie na poziomie psychiki, a w odległościach umiejętności i predyspozycji. Ale w każdej z konkurencji to duch rywalizacji rozsądzi, kto będzie mógł w tym roku sięgnąć po złote trofea i mnóstwo satysfakcji z samego siebie.
Właściwie o samym wygrywaniu w końcu było mało. Ale to jeszcze wszystko do nadrobienia. Może uda się na świeżo za parę dni?;)
Trzymajcie kciuki! :)) Wsparcia nigdy za wiele!
Magda

Komentarze
Prześlij komentarz