DONATA rzuca casting – cała prawda!

Donata Żelazowska z Brodów Iłżeckich, każdy rzutowiec ją zna, ma tytuł Najsympatyczniejszej Zawodniczki w Polsce, wiele medali na koncie, w tym medale mistrzostw świata juniorów, a jednak postanowiła zrezygnować z castingu. Dziś możecie dowiedzieć się o tym całej prawdy, bo postanowiłam ją o wszystko zapytać! Kochani, informacje z pierwszej ręki przedstawia Magdalena Kuza 



Magda: Donata! Na początku powiedz mi taką rzecz – dlaczego mając tyle zdolności i atutów – śpiewasz, grasz, świetnie się uczysz – postanowiłaś uprawiać taki niszowy sport jak casting? Dlaczego ci się spodobał?
Donata: Myślę, że dlatego, że zawsze, odkąd pamiętam, podobało mi się to, co jest niezwykłe, niecodzienne, po prostu coś, co odbiega do norm. Casting to było właśnie coś, co było czymś zupełnie innym. I wydaje mi się, że właśnie dlatego. Mając tak zaniżoną samoocenę, jaką mam, stwierdziłam, że jak będę robić coś takiego niezwykłego, to wtedy sama też przez to stanę się jakaś inna, bardziej wyjątkowa. Chyba dlatego.
M: Zajmujesz się też wieloma innymi rzeczami, uprawiałaś wcześniej jakiś sport?
D: Tenis stołowy. Teraz już nie gram i nie jestem już tak dobra, jak kiedyś byłam, trochę żałuję.
M: Postanowiłaś „przejść” na casting?
D: Casting nie był przyczyną, tenisa skończyłam trenować troszeczkę wcześniej. I głównie przez to, że trafiłam do szpitala i potem ciężko było mi do tego wrócić. Z perspektywy czasu jak na to patrzę, to żałuję, że nie tego nie kontynuowałam. Zaczynałam jak miałam tak 8-9 lat i trwało to kilka lat.
M: Jakieś sukcesy?
D: W zawodach szkolnych z koleżanką dostałyśmy się do finałów wojewódzkich, gdzie już nam średnio poszło. Nie byłyśmy z tego tak do końca zadowolone, ale to był i tak duży sukces i osiągnięcie, jak na naszą szkołę i nasz powiat.

M: I potem pojawił się casting… I zaczęły się różne zawody, wyjazdy i osiągnięcia. Powiedz mi, co uważasz za swoje największe osiągnięcie w castingu?
D: Hmm… to jest trochę ciężkie pytanie. Według mnie wszystko, co udało mi się zdobyć, jakoś wygrać, to było większą zasługą szczęścia niż zdolności.
Donata odbiera statuetkę
Najsympatyczniejszej Zawodniczki
M: …. No nie przesadzaj!
D: Nie, nie przesadzam, po prostu wiele razy mi się poszczęściło, w tym, ze komuś nie poszło, a nie że ja coś zrobiłam dobrze. Największe osiągnięcie? No w zasadzie nie jest związane z żadnym miejscem na zawodach, tylko z treningami, celem, jaki sobie postawiłam w tym roku, to znaczy żeby przerzucić setkę w odległości multi. I pewnego dnia udało mi się, rzut był naprawdę świetny, poleciało 101,5 metra. I wtedy byłam naprawdę zadowolona. Chociaż niektórym może się to wydawać dziwne, bo medale z mistrzostw świata w sumie jakieś tam mam, ale nie cieszyły mnie tak, jak tamten rzut wtedy.
M: Czyli z Tobą jest tak, że jesteś naprawdę zadowolona tylko wtedy, kiedy sama postawisz sobie jakiś cel i go osiągniesz?
D: No tak, to daje największą radość. Z tym że to bywa ryzykowne, bo na przykład w tym roku postanowiłam sobie, żeby mi dobrze szło w 5-boju, ale akurat to nie wyszło i byłam strasznie zawiedziona, naprawdę.
M: Ale jesteś przecież w czołówce juniorek w Polsce!
D : Ale nie… to nie to, co sobie postawiłam za cel.
M: Może za wysoko sobie postawiłaś ten cel?
D: Wydaje mi się właśnie, że plany, które tam miałam, były za ambitne i za bardzo zaczęłam się tym przejmować i może dlatego nie wychodziło. Ale jakoś się zrekompensowałam się na Mistrzostwach Polski, też fuksem, ale…J
M: No i wygrałaś, w końcu!
D: No takJ

M: Powiedz mi taką rzecz. Cel, żeby być dobrym w 5-boju, jest bardzo światły, też sobie taki stawiam, ale żeby do niego dotrzeć, to potrzeba wiele lat. A chodzą takie słuchy, że chcesz zrezygnować z castingu! Powiedz, czy to prawda?
D: No tak, to, żeby skończyć z castingiem planuję już 3 lata.
M: Znamy takie przypadkiJ
D: …W ogóle od 3 lat sobie tak postanawiam i szukam sobie kolejnych argumentów, które pomogą mi zrezygnować. No w tamtym roku to były mistrzostwa świata, to był taki punkt zapalny, ponieważ się strasznie rozczarowałam.
M: No ale przywiozłaś medal.
D: No może i tak, ale ja mam taką obsesję na punkcie porównywania się z kimś. I w sumie to jest to, co mi najbardziej przeszkadza w castingu.
M: No ale w sporcie tak jest, zawsze są lepsi, zawsze są gorsi.
D: Wiem dokładnie, o co chodzi … Jednak i tak zawsze się porównuję. Na przykład jak mi dobrze pójdzie, zaczynam się cieszyć, wszystko jest świetnie, ale potem się dowiaduję, że komuś poszło jeszcze lepiej, no i wtedy już moja radość znika…  No oczywiście cieszysz się, jak ktoś z twojego kraju coś zdobył, ale czujesz takie rozczarowanie samą sobą, ja przynajmniej tak mam. Na przykład po tych mistrzostwach rok temu przyjechałam do domu i z tego powodu zaczęłam się zastanawiać, czy to ma sens.
M: Jakbym słuchała o moim występie na ostatnich MŚ. Cieszysz się, ze inni zdobywają z drużyny, i że super poszło, ale samemu się nie zdobyło tego, co się chciało.
D: No właśnie, jednak mimo wszystko, nawet jak się starasz cieszyć, to jednak jest wewnątrz ciebie coś takiego…
M: A ja się starałam cieszyć za wszystkich. Co prawda po samej konkurencji jest taki smutek, złość i niedosyt, ale później to da się przezwyciężyć.
D: Ja po tych mistrzostwach pomyślałam: dobra, został mi jeszcze rok z juniorkach, to mogę jeszcze coś z tym zrobić. Właśnie to był chyba największy błąd, bo liczyłam na jakiś wielki przełom, to jest ostatni rok i teraz musi być dobrze. No i chyba sama siebie nakręciłam, trochę też  moi koledzy z drużyny [Janek i Paweł] też nakręcali to takie błędne koło, powtarzając mi, że to jest ostatni rok i trzeba coś zrobić. I właśnie tak się zawzięłam i trenowałam praktycznie dzień w dzień po parę godzin. W zimie stawałam bardzo wcześnie rano, żeby iść trenować.

M: A zdarzało ci się też samej chodzić na treningi?
D: Tak, szczególnie na odległości, nie na hali. Kiedyś mnie strasznie stresowało, jak bywałam sama na treningach i jak ktoś patrzył, jak rzucam odległości, ale postanowiłam to przełamać.
M: Czyli uważasz, że to jednak nie poskutkowało i nie przyniosło dobrych wyników?
D: Niewychodzenie zaczęło się od drugiego Pucharu Polski i wtedy się po prostu załamałam. I to załamanie trwało to aż do mistrzostw świata, ale mistrzostwa to było już takie apogeum wszystkiego i nie mam praktycznie żadnych pozytywnych wspomnień z nich i większość czasu przepłakałam, chociaż usilnie się starałam, żeby tak nie było. I wtedy jak przyjechałam do domu, to nawet do mnie chłopaki dzwonili, co tam i jak tam, kiedy przyjdę na trening. To ja mówiłam, że nie przyjdę i nie dokończę tego sezonu i żeby mnie nie zgłaszali na Mistrzostwa Polski, bo ja już nie chcę jechać, bo po tych mistrzostwach to będzie głupio mi się pokazać przed wszystkimi. Od razu sobie to wyobraziłam tak, że wszyscy którzy się będą witać, podejdą pytać jak mistrzostwa, i co ja im odpowiem? I ta myśl mi tak nie dawało spokoju, że stwierdziłam, że kończę z tym wszystkim i już nawet już spakowałam wszystkie rzeczy, kołowrotki i już chciałam to wszystko zanieść do chłopaków. Po czym oni powiedzieli, że nie ma takiej opcji i w ogóle co ja robię. I zgłosili mnie na Mistrzostwa Polski i musiałam jechać, bo nie miałam wyjścia.

M: Czyli czujesz cały czas na sobie presję, tego żeby być najlepsza. Nie tylko narzuconą przez ciebie, ale i przez innych.
D: Mnie najbardziej boli to, jak czuję, że kogoś zawiodłam.
M: Kogo mogłaś zawieść?
D: Jak chodzę na treningi  z chłopakami, to oni strasznie dużo czasu poświęcają na mnie. Oni szykują mi sprzęt, nawet sami często nie rzucają, po to żeby stać ze mną przy jakiejś konkurencji i podpowiadać, co mam robić. I kiedy jestem na zawodach i mi nie wyjdzie to, na co poświęciliśmy tyle czasu, to czuję jakoś w podświadomości, że oni są rozczarowani, chociaż nigdy nic takiego nie powiedzieli.
M: Może tylko Ty to tak widzisz?
D: Może. Ale czuję, że jednak w jakiś sposób zawodzę pewne osoby. I to jest najgorsze, to jest coś, co mnie totalnie dobija.
M: Wiesz, ja nigdy tak na przykład nie miałam, że jak rzucałam i mi coś nie wyszło, to miałam poczucie, że kogoś zawiodłam. Co najwyżej siebie. Może to, że ty tak podchodzisz, że zawiodłaś innych, to cię tak jeszcze bardziej stresuje i czujesz taką presję, może niepotrzebną? Może warto jakoś z tego wyjść?
D: Pewnie tak, ale nie jest łatwo to zrobić.

M: Skończyły się twoje lata w juniorkach, ale masz jeszcze przed sobą całe życie w kobietach…
D: I to był kolejny punkt, który mówił mi: nie, nie idź w to dalej, skończ już, najwyższa pora. Ale wracając do pytania… bo tak trochę odbiegłyśmy od tematu: nie, raczej tego nie skończę!
M: Jess!J
D: Już za bardzo się zżyłam z castingiem i myślę, że nawet jakbym skończyła, to potem bym tego żałowała i by mi tego brakowało zawodów, wyjazdów, nawet tego stresu przed zawodami.

M: A czy gdyby rzucanie nie przysparzałoby ci stresu, to jeszcze chętniej jeździłabyś na zawody? Zniechęca cię on do rzucania, czy mimo wszystko chętnie rzucasz i ci to nie przeszkadza, że on zawsze się pojawia?
D: Generalnie to jest tak, że jak są zawody, są już terminy, to nie ma takiej opcji, żebym nie chciała na nie jechać (no poza tegorocznymi mistrzostwami). Zawsze było tak, że się na nie przygotowywałam i strasznie na nie czekałam.  Na zawody bardzo lubię jeździć. Stres. Oczywiście jest, nawet czasem bardzo duży, aż wpadam w jakąś panikę. Ale wydaje mi się, że w ostatnich dwóch sezonach odkryłam metodę, która pozwala mi sobie z nim radzić. Po prostu staram się wyłączyć, totalnie, tak żeby nie myśleć o niczym i wtedy jest zdecydowanie lepiej.
M: Bo umysł się skupia w końcu nie na błędach, które możesz popełnić?
D; . Po prostu jestem gdzieś indziej i sobie rzucam. Ale czy gdyby nie było stresu, byłoby lepiej?... Nie jestem w stanie w ogóle odpowiedzieć na to pytanie!
M: Czyli może w ogóle nie jest źle? Może w ogóle się nie czujesz źle na zawodach?
D: Nie wydaje mi się to niczym niezwykłym, że się stresuję. Mam świadomość tego, że każdy przeżywa taki stres, więc czuję się na tym tle jakoś skrzywdzona przez los, że ja się stresuję, a inni nie. Po prostu staram się sobie jakoś z tym poradzić i rzucać dalej.

M: Zatem! Skoro będziesz rzucać, skoro będziesz cały czas z nami – powiedz, co by sprawiło, że poczułabyś się tak w pełni usatysfakcjonowana i dumna z siebie?
D: Chyba każdy castingowiec ma takie marzenie, żeby zdobyć złoty medal na mistrzostwach świata. Tak przypuszczam, bo jest to jednak największe, co można zdobyć. Wydaje mi się, że gdyby mi się kiedykolwiek udało, to bardzo by mi to pomogło.
M: Czyli złoty medal mistrzostw świata seniorów. Jakikolwiek?
Maciek: Może złoto mistrzostw świata weteranów?
M: N
o to dopiero po sześćdziesiątce z tego, co wiem…
D: No, to już może zdążyłabym do tego czasu się wytrenować
J
D: Hm… Jeżeli to byłby medal, który nie byłby zdobyty fuksem, tak jak większość dotychczas, gdybym miała odczucie, że to ja dobrze rzuciłam, a nie po prostu inni zepsuli, albo komuś zawiał boczny wiatr… Gdybym wiedziała, że to jest tylko i wyłącznie moja zasługa, że to jest dzięki temu, że to ja się postarałam i przyłożyłam, to wtedy nie liczy się, jaka to jest konkurencja.
M: A 5-bój albo drużyna?
D: A o tym to nawet nie marzęJ
Podczas odległości multi
na jednym z Pucharów Polski
M: A takie bardziej przyziemne cele, jakieś pośrednie, takie w Polsce? Bo wiesz, taki duży cel warto mieć, ale jak się nie ma takich pośrednich celów, które naprawdę mogłyby ci przynieść dużo satysfakcji po drodze, to nie ma cię co motywować, co?
D: No mam taki jeden cel. Bo bardzo chciałabym kiedyś pobić rekord w 2-boju multi.
M [aktualna rekordzistka;)]: OK! :D Próbuj, próbuj!:)
D: To jest mój obecny cel, bo w sumie na Mistrzostwach Polski nie brakło mi jakoś strasznie dużo. Myślę, że to jest jak najbardziej w moim zasięgu. Na pewno bardziej niż medal MŚ w 5-boju kobiet – to już jest coś nieosiągalnego.

M: Dobra. Zejdźmy jeszcze niżej. Pomijając rekordy i złote medale na zawodach… Jakie rzeczy by cię ucieszyły najbardziej?
D: No jakbym robiła w końcu dobre wyniki.
M: Co to są dla Ciebie dobre wyniki? Po kolei.
D: Skish muchowy: 100. Byłoby fajnie :) Odległość muchowa: Gdybym w końcu nie rzucała jak juniorka ;p W każdych docelach jakbym rzucała 90 i więcej, to by było super. Bo najgorzej, kiedy mam taki rozrzut. Jak mi jedna wyjdzie, to następną rzucę beznadziejnie, nie mam takiej fazy pośredniej. Tylko albo jest super, albo jest beznadziejnie. W tym roku bardzo rozczarowała mnie odległość muchowa.

M: Pewnie zwłaszcza ten brązowy medal na mistrzostwach… ;) Opowiedz o nim!
D: Początkowe rzuty były beznadziejne. Ale w odległościach mam tak, że im dłużej rzucam, tym lepiej mi idzie. I te najdłuższe dwa rzuty oddałam w ostatniej minucie. No i nie spodziewałam się w ogóle finału, rzuty ok. 39 metrów, bez szału. A tu się okazuje, że się dostałam do finału. Ale muchowa? No nie będę mieć przecież medalu w takiej konkurencji! Strasznie się stresowałam. Miałam nogi jak z waty, totalnie nie miałam siły. Minęła mi już połowa czasu, jak dopiero zaczęły mi wychodzić w miarę rzuty i wtedy… poplątała mi się żyłka i urwała mi się mucha. Pan Zbyszek podbiegł i mi to rozplątał i zostało mi czasu na ostatni rzut. Spojrzałam tylko w niebo, pooddychałam parę razy i pomyślałam: no muszę coś zrobić! I wtedy oddałam ten ostatni z ostatnich rzut. I to był właśnie ten najdłuższy, na medal.
M: I ile on poleciał?
D: Nie był jakiś szałowy, bo nie było warunków. Ale jak na nie okazał się najlepszy! I przybiegł do mnie Tomek Kościelniak i powiedział, że będę miała medal, że tylko jedna dziewczyna miała dalej. Ale nic nie było jeszcze pewne, dość długo czekaliśmy na wyniki i wtedy podbiegł pan Waldek i powiedział, ze mam medal w odległości! No i w sumie się ucieszyłam się z tego powodu, że mam medal.
I potem się okazało, że Niemka oddała identyczny rzut co do centymetra. I wtedy wzięli nam pod uwagę drugi rzut, a mój drugi był 40cm krótszy… I dlatego byłam trzecia. Wystarczyłby centymetr…
M: Czyli jednak byłaś zadowolona z siebie wtedy?
D: Na początku tak, ale później pomyślałam: a… taki tam brązowy medal… co to jest?
I znowu zaczęło się porównywanie, że dzisiaj były złota innych naszych zawodników. I potem się przestałam zupełnie cieszyć.
M: Wiesz, tego trzeba się nauczyć, żeby z każdego medalu się cieszyć. Ja dopiero się powoli zaczynam tego uczyć.
D: Porównywanie jest zawsze najgorsze. Ale ten medal to było ogólnie największe zaskoczenie mojego życia. Konkurencja, w której totalnie nie umiałam i nie sądziłam, że ktoś może rzucać to gorzej.
M: A jednak okazało się, że jesteś w tym wystarczająco dobra, żeby w takich warunkach sobie poradzić na medal mistrzostw świata!:)

Półka u Donaty w pokoju
M: Moje ostatnie pytanie: Czy gdyby Janek i Paweł przestali rzucać i jeździć na zawody, to czy ty nadal byś rzucała?
D: Hm… trochę ciężkie pytanie. Trudno sobie to wyobrazić. Oni są tak tym zakręceni, że prędzej ja skończę niż oni. W sumie nie wiem, czy bym jeździła.
M: No wiesz, musiałabyś więcej się zajmować sama sobą. Sprzętem, treningami, może trenowałabyś z innymi, nie wykluczam tej opcji.
D: Nie chodzi o jakiś tam sprzęt, o to, że oni mi dużo pomagają, itd. Po prostu to są tacy moi rozweselacze. Chociaż Janek bywa jaki bywa, każdy to wie;) Ale on myśli po prostu, że to mi pomaga.
M: I naprawdę pomaga?
D: On myśli, że mnie to pomaga, chociaż nie zawsze tak jest. Ale czy bym rzucała? Chyba nie. Przecież my się znamy od dziecka. Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Byłoby mi strasznie ciężko. Na przykład tego, że tutaj z Brodów sobie jadę sama samochodem na zawody i ich nie ma i nie ma mnie kto denerwować i mi wszystkiego nosić i to by było strasznie dziwne dla mnie. No i pewnie w końcu bym zrezygnowała. Bo byłoby mi przykro po prostu. Ale nie sądzę, żeby mi to zrobili.
M: Myślę, że nie zrobią ci tego, ja mam taką nadziejęJ.

M: Przypomnij jeszcze jak się rozpoczęła twoja przygoda z rzucaniem?
D: Zaczęło się od olimpiad młodzieżowych. I był obóz i pamiętam, że strasznie nie chciałam jechać, i strasznie płakałam, że nie chcę i w ogóle, ale dziadziuś mnie strasznie przekonywał, że powinnam jechać, a nie narzekać. Powiedziałam, ze sama na pewno nie pojadę. No i wtedy pojechał ze mną mój wujek i jakoś to było. I teraz wiem, że jakbym nie pojechała, to byłaby to chyba jedna z najgorszych decyzji w życiu. Pojechałam, spodobało mi się i zobaczyłam, że chłopaki z Brodów [Janek i Paweł] też rzucają i pomyślałam, że spróbuję.
M: Czyli zaczęło się to w Skalbmierzu na obozie.
D: W 2009 roku w sierpniu. Pamiętam cały ten obóz. Chociaż to tak dawno było. I pamiętam, że ktoś mi kiedyś tam powiedział, że widzi we mnie jakiś potencjał, ja się tym strasznie zasugerowałam.
M: Kto ci tak powiedział?
D: Nie pamiętam! No ale dało mi to do myślenia. I stwierdziłam, że skoro ktoś tak twierdzi, to spróbuję! No i wyszło jak wyszło…
M: A wyszło tak: jesteś świetną zawodniczką, w naszym okręgu bardzo cię cenimy i bardzo się cieszymy, że nadal jesteś z nami J
D: Dziękuję ci bardzo za rozmowę!

Rozmowa odbyła się 19 sierpnia 2015r.






Komentarze

Popularne posty